Marzyciel
komentarze 2

Zmysły

Pluviophile
(n.) a lover of rain; someone who finds joy and peace of mind during rainy days.

Deszcz można zobaczyć – to całkiem proste. Często próbuje się ukryć, wpadając do leśnego strumyka, malując na jego powierzchni kręgi zamieniające się w drgające fale tańczące wraz z subtelnym, prawie niewidocznym ruchem skrzydeł motyli przeczekujących ulewę pod spodami soczystozielonych liści. Wyrywa z zamyślenia niezapominajki, pierwiosnki i kaczeńce i wkrada się do wnętrza białych chmur, łaskocząc je kolorami szarości, tak jak błękitno-granatowe akwarele na pędzelku zanurzonym w szklance wody przenikają ją pastelowymi barwami. Mknie po łodygach kwiatów, wyszeptuje tajemnice w ich zaróżowione płatki i spoczywa na cienkich nitkach pajęczyn, a przez jego nieskazitelne kropelki przedostają się promienie słońca, tworząc tęczowe witraże.

Deszcz można usłyszeć. W zależności od podłoża, w które uderza, zmienia wysokość dźwięków, ich głębię, nawet czas trwania – czasem roznosi się echem, innym razem szybko ucicha, ustępując pozostałym muzykom, którymi dyryguje Matka Natura. Jest odzwierciedleniem pianina; jego brzmienie przywodzi na myśl instrument stojący samotnie w pustym pokoju, gdzie okiennice zostały zasłonięte prostymi, grafitowymi firanami, przez które przechodzi ciepła smuga światła. Krople deszczu to symfonia dźwięków przynosząca harmonię, spokój i równowagę.

Deszczu można dotknąć. Lądując na czubku głowy, skręca włosy w zawiłe sprężynki. Spływa po zimnym nosie, którego kształt wyznacza mu kierunek, rozprasza się na rzęsach, udając szklane łzy, gładzi piegi na policzkach i kończy swą podróż na czubku brody, spadając na otwartą, delikatną dłoń, na której zagłębia się w krzywe, przerwane, splecione ze sobą linie. Wędruje wzdłuż nierówności nadgarstka, zwilżając wysuszoną skórę, kojąc rany i nadając rytm krwi przepływającej przez fioletowo-niebieskie korytarze. Oczyszcza zaokrąglone paznokcie, nadając im wygląd bursztynów pozostawionych przez morze na mokrym piasku; surowych, wyrzeźbionych muśnięciem zmierzwionych fal.

Deszcz można poczuć. Odżywia ziemię, która czuwa nad nasionami słoneczników, by latem słońce nie czuło się samotnie, nie mając powiernika tajemnic, bratniej duszy obdarowującej je równie przyjaznym uśmiechem. Krople przenikają brunatną powłokę, czule gładząc korzenie młodych traw, i wydobywają z niej zapach, którego woń niesie się pod niebem, tchnąc namiętność w napotkane dusze, niczym perfum stworzony z białych płatków róż, igieł świerku, mchu, górskiego powietrza i rosy o poranku, którego flakon stoi głęboko w szufladzie toaletki, czekając na wyjątkową okazję, by skropić ozdobioną srebrnym naszyjnikiem z zawieszką i pieprzykami szyję.

Deszczu można posmakować. Skąd wiem, jaki jest jego smak? Prawdę mówiąc, nie mam  co do niego pewności, ale gdy łapię na język jego zimne, przejrzyste drobinki, wyobrażam sobie, że próbuję łez śnieżnych obłoków, iskier błyskawic przecinających wstęgami powierzchnię chmur, różowej, zarumienionej planety GJ 504b oraz kosmicznych materii, z których zbudowane są komety i Księżyc. Gasi pragnienie stęsknionego wnętrza, a jedna kropla potrafi uleczyć złamane ze smutku i tęsknoty serce.

Reklamy

2 Comments

  1. Introwersja says

    Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej strony, tyle tu pięknej wrażliwości.
    Kocham deszcz, miło, że ktoś pisze o nim w taki sposób.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s