Marzyciel
Komentarze 4

Rower

Albert Einstein powiedział, że życie jest jak jazda na rowerze – aby utrzymać równowagę, musisz wciąż poruszać się naprzód. Jestem prawie pewna, że żadne słowa nie poruszyły mnie nigdy w podobny sposób.

Gdy słońce powoli przybiera wyraźną, pomarańczową barwę, kolory nieba podkreślają jego piękno różowym odcieniem, przypominającym watę cukrową, a powietrze ochładza się i głaszcze delikatnie po policzku, łaskocząc najwrażliwsze miejsca skóry, przemierzam rowerem dziurawą, polną drogę, ukrytą pod rozłożystymi, jaskrawozielonymi koronami drzew. O tej porze roku złote łany zbóż tworzą sierpniowy, magiczny dywan, rozwinięty wzdłuż twardych kamieni, dostępny dla wszystkich, niezależnie od tego, kim są. Mogą dostąpić najwspanialszego zaszczytu lata, jednak pomimo rażącego w oczy piękna, złociste, leżące na ziemi łodyżki każdego dnia deptane są bez większej uwagi przez zniszczone podeszwy starych butów oraz gumę samochodowych opon. Leżą na wyschniętym podłożu wśród ziarenek pszenicy, przygniecione i zakurzone, i choć czasem jest im przykro, że nikt nie zwraca na nie uwagi, nie przestają kąpać się w promieniach słońca.

Kiedy jadę rowerem, mogę dostrzec każde z nich. Formują widzialny-niewidzialny kierunek, ku któremu intuicyjnie zmierzają moje nogi, podczas gdy ja sama nie wiem, który zakręt będzie właściwy. Wiatr niesie mnie w stronę miejsca, którego sam poszukuje, nakierowuje serce i nieposłuszny rozum, z każdym dniem poddający się decyzjom pochodzącym z samego środka duszy (zaczyna rozumieć, że nigdy z nimi nie wygra), jednak podmuch ten nigdy nie doprowadził mnie do końca, ponieważ znalezienie krainy poszukiwanej przeze mnie od chwili, gdy zaczęłam oddychać, byłoby wtedy zbyt łatwe, błahe i nieistotne. Wiem, że pewnego dnia ją odnajdę, wystarczy, że wciąż będę wsłuchiwać się w cichy, wiosenny szept strumyka, historie niesione przez brązowo-czerwone, jesienne liście, kształty wyrzeźbionych przez fale muszelek znalezionych nad brzegiem morza, dotyk wzrastających główek nieśmiałych, czystych przebiśniegów czy nawet drżącą ziemię, naznaczoną odciskami kopyt galopujących koni, i ta świadomość dodaje mi skrzydeł. Gdybym tylko miała lżejszy rower, z pewnością uniosłabym się ku kosmosowi.

Jednak w tej chwili jedyną czynnością, najważniejszą i wymagającą poświęcenia, od której zależy całe moje życie, jest naciskanie stopami na zmęczone pedały bordowego roweru. Nie zamierzam się złościć, jeśli z powodu braku sił zwolnię, tak że inni ludzie oraz najwolniejsze stworzenia będą mogły mnie wyprzedzić. Nauczę się być dumną z tego, że wciąż zmierzam przed siebie. Już się uczę.

15 sierpnia 2015

Reklamy

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s