Miesiąc: Październik 2016

Sala odlotów

Na parkingu przed lotniskiem panuje spokój, który co jakiś czas zostaje zakłócony przez wjeżdżające samochody oraz ludzi ciągnących za sobą czarne walizki na małych kółkach. Pod dachem, tuż obok drzwi, które automatycznie się otwierają, stoją ludzie palący papierosy. Jeden z mężczyzn dyskretnie ociera rękawem kurtki łzy, które przypadkiem spłynęły po jego zaczerwienionych od zimna policzkach i ucieka wzrokiem przed przyglądającymi się przechodniami. Odchodzi w odwrotnym kierunku, zakłada kaptur na odkrytą głowę. To ostatni raz, gdy go widzę. Wchodzę do środka. Z lewej strony ciągnie się pas kafejek, biur podróży oraz stoisk z informacjami o odlotach. Przed nimi sprawnie działają ruchome schody, a także znajdują się drewniane rzeźby przedstawiające Boże Narodzenie. Na ścianach widnieją telewizory, które wyświetlają prawidłowy proces przechodzenia przez bramki na lotnisku. Podchodzę z uśmiechem. Kolejka idzie naprzód, brakuje już dla mnie miejsca. Patrzę w oczy, podaję dłoń i mówię „cześć”, a następnie oddalam się i wjeżdżam po ruchomych schodach na górę, gdzie znajduje się punkt widokowy. Ostatni raz odwracam głowę i spoglądam w tę stronę, a obraz nagle traci swą wyrazistość. Mija godzina. …

Zasypianie

Widzę, jak świat powoli zapada w sen, wypowiadając półgłosem zaklęcia odrywające ogonki rdzawych liści od gałęzi. Mlecznobiała mgła przykrywa wyblakłe kolory i chroni dojrzałe kasztany przed zimnem, poranki rozpoczynają się coraz później, a promienie słoneczne gasną, żegnając cieplejsze miesiące pomarańczowo-złotymi malunkami na niebie. Chłód przenika miękkie poduszki, pozostawiając na poszewkach pocałunki jesieni. Naciągam rękawy grubego swetra, by ogrzać zziębnięte kostki nadgarstków. W domu unoszą się zapachy dyni, jabłek oraz ciasta z kruszonką. Pokoje wydają się uśpione, dźwięk skrzypiącej, drewnianej podłogi łagodniejszy, szary kredens przypomina starego, zamyślonego człowieka w okularach. Nieprzeczytane książki stoją na półkach, policzki się rumienią, a kot zwija się w kłębek na szarej kanapie. Nawet pies nie szczeka już tak często. Podnoszę rolety w oknach i, mrużąc oczy, patrzę na blade światło dnia odbijające się od szklanki. Siadam przy stole na dębowym krześle i powolnym ruchem smaruję chrupiące pieczywo porzeczkową konfiturą.