Marzyciel
Comment 1

Sala odlotów

Na parkingu przed lotniskiem panuje spokój, który co jakiś czas zostaje zakłócony przez wjeżdżające samochody oraz ludzi ciągnących za sobą czarne walizki na małych kółkach. Pod dachem, tuż obok drzwi, które automatycznie się otwierają, stoją ludzie palący papierosy. Jeden z mężczyzn dyskretnie ociera rękawem kurtki łzy, które przypadkiem spłynęły po jego zaczerwienionych od zimna policzkach i ucieka wzrokiem przed przyglądającymi się przechodniami. Odchodzi w odwrotnym kierunku, zakłada kaptur na odkrytą głowę. To ostatni raz, gdy go widzę.

Wchodzę do środka. Z lewej strony ciągnie się pas kafejek, biur podróży oraz stoisk z informacjami o odlotach. Przed nimi sprawnie działają ruchome schody, a także znajdują się drewniane rzeźby przedstawiające Boże Narodzenie. Na ścianach widnieją telewizory, które wyświetlają prawidłowy proces przechodzenia przez bramki na lotnisku.

Podchodzę z uśmiechem. Kolejka idzie naprzód, brakuje już dla mnie miejsca. Patrzę w oczy, podaję dłoń i mówię „cześć”, a następnie oddalam się i wjeżdżam po ruchomych schodach na górę, gdzie znajduje się punkt widokowy. Ostatni raz odwracam głowę i spoglądam w tę stronę, a obraz nagle traci swą wyrazistość.

Mija godzina. Ludzie wchodzą do różowo-białego samolotu. Stoi przy drzwiach maszyny, podnosi rękę i macha nią w pożegnalnym geście. Odpowiadam tym samym i widzę, jak znika. Samolot pokonuje pewien dystans na pasie startowym i unosi się w przestworza. Leci ku pomarańczowemu słońcu, które utorowało drogę między błękitnymi oblokami i staje się coraz mniejszy, widoczny tylko dzięki wyraźnemu światłu, które miga co parę sekund. Wracam do samochodu, a w połowie drogi moje oczy zalewają się słonymi łzami.

Pewnego dnia kupię sobie tani bilet lotniczy i polecę. Zabiorę ze sobą kogoś wyjątkowego lub odbędę podróż w samotności. Nikomu nie powiem, gdzie jestem. To pozostanie tajemnicą aż do mojego powrotu. Wezmę stary, przetarty plecak i zapakuję do niego parę ubrań, koc oraz ulubione książki i pamiętnik wraz z wiecznym piórem. Oczyszczę umysł.

Mogłabym spędzić całą noc, patrząc, jak samoloty lądują na ziemi lub wzbijają się w powietrze. Potrzebuję tylko przyjaciela, ciepłej bluzy i kilku złotówek umożliwiających kupno herbaty w kawiarni na piętrze.

ilustracja: Lidia Tomashevskaya

27 grudnia 2013

Reklamy

1 komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s