All posts filed under: Marzyciel

Konstelacje

Jest takie miejsce, gdzie nauczyłam się rozpoznawać dwa gwiazdozbiory. Teraz, kiedy nadarza się okazja, próbuję odnaleźć je na nocnym niebie. Fascynuje mnie, jak zmieniają położenie w zależności od tego, z której szerokości geograficznej Ziemi na nie spoglądam – czasami znajdują się tuż nad moją głową, a czasem odpływają gdzieś, gdzie nie mogę ich dostrzec. Można by pomyśleć, że znajomość dwóch konstelacji to nic specjalnego, ale ja szczycę się tą wiedzą, bo posiadanie lojalnych przyjaciół pośród ciał niebieskich zbliża mnie do kosmosu i zwiększa prawdopodobieństwo ujrzenia spadających gwiazd, które poprzednio wiele razy spełniały moje życzenia. Kiedyś wydawało mi się, że potrzebuję kogoś z zewnątrz, żeby przyszedł i usiadł na brzegu skrzypiącego łóżka, jednak im więcej mówiłam, tym bardziej dźwięk rozbiegał się po kątach, powieki przymykały się (ze znudzenia?), a słowa dobierane z niezwykłą starannością stapiały się z kolorem ścian. Jaki jest sens mówienia do kogoś, kto już dawno przygotował odpowiedź, nie słysząc nawet zakończenia historii? Dlaczego odpowiedzi na cudze opinie formują się już w połowie wytłumaczenia, ignorując sens wypowiedzi? Nie chcę tak rozmawiać, więc poprosiłam o …

Burza

Biegłam i złapał mnie deszcz. Przemokły mi ubrania, włosy przykleiły się do czoła, a krople wody rozmyły świat, spływając po szkle moich okularów. Nad spiczastymi koronami świerków zagrzmiało i błyskawica wyglądająca jak sieć pająka przeszyła niebo. Gdy zwiększyłam tempo, pomyślałam, że dobrze mieć jakieś zewnętrzne bodźce, które przypominają mi, że czuję i jestem żywa. Wdychałam je jak powietrze, pozwalając im wypełnić moje płuca i przedostać się do układu nerwowego, by czubki moich palców roziskrzyły się pod wpływem nowej energii, wywołując drugą burzę: tę wewnątrz mnie. Potrzebuję sygnałów, że to wszystko jest prawdziwe. Obracam nadgarstkiem, przyglądając się zaróżowionej skórze, i zakładam włosy za ucho, nie wierząc, że istnieję naprawdę. Zimny dotyk dłoni na rozgrzanych policzkach pozwala mi tu być i jednocześnie nie zapominać, że jestem duszą w ciele, które pomaga mi wpasować się jako niewielki element w konstrukcję materialnego świata. Chcę nie czuć nóg ze zmęczenia i wycierać twarz z łez wzruszenia. Mrużyć oczy przed światłem i tracić oddech od śmiechu. Umierać z tęsknoty i tańczyć z głową zwróconą ku gwiazdom. Nie spać przez całą noc …

Wszystko TAMTO

Pracujesz na coś przez ponad rok, mając w myślach wyraźny obraz miejsca, w którym chciałabyś być. Choć rozumiesz, że nic nie jest pewne i opiera się na (dużej) odrobinie szczęścia, wymykasz się tam w wolnych chwilach, kolekcjonując wspomnienia, które nawet jeszcze nie doszły do skutku. Spacerujesz TAMTYMI ulicami, spotykasz TAMTYCH ludzi, jesz śniadania w TAMTYCH kawiarniach, uczysz się w TAMTYCH bibliotekach. I nagle… twoje wyobrażenie się rozpływa. Asfaltowe ulice pękają, ludzie stają się anonimowi, kawiarnie zamykają drzwi, a regały w bibliotekach pustoszeją. TAMTE, żywe obrazy powracają do nieznanej przyszłości, kiedy wydawało mi się, że znajdowały się tuż na jej brzegu, gdzie mogłam je ujrzeć i dotknąć czubkiem palca. Nie będę kłamać, że nie posyłam im tęsknego spojrzenia, bo, mówiąc szczerze, ich nieobecność kłuje mnie w serce. Nie napiszę, że moje marzenie się nie spełniło – raczej zawisło gdzieś w czasoprzestrzeni, gdzie cenne minuty spotkania z nim rozpoczynają się i kończą zarazem. Może pominęłam jakiś ważny szczegół i muszę jeszcze trochę poczekać. Gdy emocje nieustannie się plączą i wydaje się, że wszystko się skończyło, trzeba spróbować jeszcze …

Orzech laskowy między skręconymi pasmami moich włosów

„Uspokajam się w otoczeniu błękitnego morza lub słuchając śpiewu wielorybów, który działa na mnie kojąco. Zbuduję dom swoich marzeń na plaży, w otoczeniu białych budowli i małego portu, aby podczas każdego wschodu słońca móc zerkać w jego stronę i spoglądać na swobodnie unoszące się na falach żaglówki.” Kiedy byłam mała, twierdziłam, że wiatr w Moim Miejscu ma słony smak. Spienione fale uderzają o brzeg. Ciepły piasek łaskocze mnie w stopy. Turkus spotyka szmaragdową zieleń. Tam, lniany materiał chronił skórę przed słońcem, które wplatało jaśniejsze odcienie orzecha laskowego między skręcone pasma moich włosów. Sok tropikalnych owoców spływał po zaróżowionym uśmiechu, pozostawiając słodkie plamy w kącikach ust. Maleńkie żółwie wylęgały się na pustej plaży i udawały się na pierwszy spacer do domu, który dla mnie był nieodkrytym, magicznym miejscem, gdzie ciało traciło swój ciężar, a oczy napotykały tysiące nieznajomych kształtów. Chciałam tam wracać. Później poznałam miasto. Muzyka klasyczna i alternatywna mówiły sobie „dzień dobry” na skrzyżowaniu. Wyrazisty zapach kawy mieszał się ze słodyczą świeżych wypieków. Elegancki płaszcz znikał za drzwiami metra. Teraz nie jestem pewna, czy Moje Miejsce to …

Gdzieś pomiędzy

Jestem w stanie zawieszenia. Moment, w którym zima ospale przechodzi w wiosnę, zawsze wydaje się najmocniej testować moją wytrzymałość, choć jestem pewna, że w tym roku odczuwam jego działanie intensywniej, ponieważ wszystko, o czym fantazjowałam przez bardzo długi czas, niedługo może się (nie)spełnić. Ostatnie miesiące były sprawdzianem ufności – niełatwo jest oddać swoje marzenie w dłonie nieznajomych, rozumiejąc, że od tej chwili jego dalsze losy nie zależą od twoich decyzji. Choć czuję, że wszystko się ułoży, pomiędzy piękne sny i pragnienia wdziera się niepewność, bo podświadomie myślę o tym, że poświęcając się tej jednej wyjątkowej rzeczy, będę musiała oddać coś w zamian. Nie wiem, czy mnie to zasmuca – może bardziej przywołuje nostalgię, ponieważ czas płynie i lubi przypominać mi, że już nigdy nie będę miała sześciu lat, że przestałam na okrągło jeść tosty z serem na śniadanie i kolację, albo że huśtawka w ogrodzie pełni teraz głównie funkcję ozdoby. Jestem wdzięczna za każde wspomnienie i doceniam, jak drzewka coraz odważniej rozkwitają, a pies i kot starzeją się razem ze mną. Nie mogę doczekać się …

Zorza polarna

Wczoraj pola, łąki i ulice pokrył biały puch spadający z nieba. Myślę, że to kawałki chmur, które przypadkiem się od nich oderwały i opadły na ziemię, choć wiem, że teoria naukowa brzmi zupełnie inaczej. Nie udało mi się jednak nacieszyć widokiem czystych płatków śniegu, ponieważ dzisiaj po przebudzeniu i szybkim zerknięciu przez okno ujrzałam w paru miejscach drobne listki zielonej trawy. Delikatne śnieżynki ponownie zamieniły się w wodę, a ich miejsce zajęła biała jak mleko mgła oplatająca domy na ulicy. Matka natura niezwykle ciężko pracuje, by o każdej porze dnia i nocy zachwycać pięknem otaczającego świata. Każdy kwiat posiada swój własny, niepowtarzalny zapach, każde drzewo zbudowane jest z innej kory. Czasem wydaje mi się, że nie potrafię tego docenić. Kiedyś pojadę do Norwegii, by ujrzeć zorzę polarną. Pewnej zimnej nocy położę się na skrzypiącym śniegu i z iskierkami nadziei w oczach spojrzę w nieskończoną ilość migoczących gwiazd… znajdę ją właśnie tam. Marzę o tym od czasu, gdy obejrzałam w telewizji program, w którym znana postać zobaczyła to cudowne zjawisko na własne oczy. Wyobrażacie sobie, jak …

Sala odlotów

Na parkingu przed lotniskiem panuje spokój, który co jakiś czas zostaje zakłócony przez wjeżdżające samochody oraz ludzi ciągnących za sobą czarne walizki na małych kółkach. Pod dachem, tuż obok drzwi, które automatycznie się otwierają, stoją ludzie palący papierosy. Jeden z mężczyzn dyskretnie ociera rękawem kurtki łzy, które przypadkiem spłynęły po jego zaczerwienionych od zimna policzkach i ucieka wzrokiem przed przyglądającymi się przechodniami. Odchodzi w odwrotnym kierunku, zakłada kaptur na odkrytą głowę. To ostatni raz, gdy go widzę. Wchodzę do środka. Z lewej strony ciągnie się pas kafejek, biur podróży oraz stoisk z informacjami o odlotach. Przed nimi sprawnie działają ruchome schody, a także znajdują się drewniane rzeźby przedstawiające Boże Narodzenie. Na ścianach widnieją telewizory, które wyświetlają prawidłowy proces przechodzenia przez bramki na lotnisku. Podchodzę z uśmiechem. Kolejka idzie naprzód, brakuje już dla mnie miejsca. Patrzę w oczy, podaję dłoń i mówię „cześć”, a następnie oddalam się i wjeżdżam po ruchomych schodach na górę, gdzie znajduje się punkt widokowy. Ostatni raz odwracam głowę i spoglądam w tę stronę, a obraz nagle traci swą wyrazistość. Mija godzina. …

Rower

Albert Einstein powiedział, że życie jest jak jazda na rowerze – aby utrzymać równowagę, musisz wciąż poruszać się naprzód. Jestem prawie pewna, że żadne słowa nie poruszyły mnie nigdy w podobny sposób. Gdy słońce powoli przybiera wyraźną, pomarańczową barwę, kolory nieba podkreślają jego piękno różowym odcieniem, przypominającym watę cukrową, a powietrze ochładza się i głaszcze delikatnie po policzku, łaskocząc najwrażliwsze miejsca skóry, przemierzam rowerem dziurawą, polną drogę, ukrytą pod rozłożystymi, jaskrawozielonymi koronami drzew. O tej porze roku złote łany zbóż tworzą sierpniowy, magiczny dywan, rozwinięty wzdłuż twardych kamieni, dostępny dla wszystkich, niezależnie od tego, kim są. Mogą dostąpić najwspanialszego zaszczytu lata, jednak pomimo rażącego w oczy piękna, złociste, leżące na ziemi łodyżki każdego dnia deptane są bez większej uwagi przez zniszczone podeszwy starych butów oraz gumę samochodowych opon. Leżą na wyschniętym podłożu wśród ziarenek pszenicy, przygniecione i zakurzone, i choć czasem jest im przykro, że nikt nie zwraca na nie uwagi, nie przestają kąpać się w promieniach słońca. Kiedy jadę rowerem, mogę dostrzec każde z nich. Formują widzialny-niewidzialny kierunek, ku któremu intuicyjnie zmierzają moje nogi, …

Z Dziennika Przygód

Chciałabym się z Wami podzielić kilkunastoma zdaniami, które zapisałam w osobistym Dzienniku Przygód, gdy miałam czternaście, może piętnaście lat (nie było przy nich daty, więc pozostaje mi zgadywać). Ostatnio powróciłam do niego myślami i uśmiechnęłam się szeroko, gdy dotarło do mnie, że dzisiaj posklejałabym je prawie w ten sam sposób, zachowując jego główną myśl i dodając parę „nowych” marzeń, które wpadły mi do głowy od tamtego czasu. Nadejdzie taki dzień, w którym porzucę wszystkie problemy i złe myśli. Wsiądę do samochodu, zabiorę ze sobą Najlepszego Przyjaciela na Świecie, walizkę z ulubionymi ubraniami i przedmiotami łapiącymi chwile ulotne, i pojadę przed siebie. Bez konkretnego celu. W kieszeni schowam portfel z oszczędnościami oraz paszport, który pomoże mi w pokonywaniu granic. Nie wiem, ile czasu zajmie podróż. Zakończę ją, gdy poczuję się spełniona i zechcę powrócić do ukochanego domu. Wyruszę naprzód. Moim jedynym pożywieniem będą przydrożne owoce, czekolada oraz wafle ryżowe i kawa, którą znajdę na każdej stacji benzynowej. Czasami zatrzymam się gdzieś na dłużej. Wyciągnę z bagażnika namiot oraz dwa śpiwory – dla Najlepszego Przyjaciela na Świecie i dla mnie. Rozbijemy się nieopodal …

Dobre dni

Mam ostatnio dziwny nastrój. Kiedy rano otwieram oczy, leżąc wtulona w świeżą, miękką pościel, i czuję chłodne powietrze głaszczące mnie po policzku (ostatnio temperatura trochę spadła), wydaje mi się, że czeka mnie naprawdę dobry dzień. Wstaję, idę w piżamie do kuchni i przygotowuję sobie ulubione śniadanie (ciemny chleb z awokado zdobył moje serce), które sprawia, że uśmiecham się z aprobatą, wyłapując z otoczenia małe powody do radości i próbując wyzwolić z siebie pozytywną energię. Popołudniowe godziny mijają bardzo szybko, pochłonięte przez filmy (w te wakacje nadrabiam produkcje nominowane do Oscara), książki, pisanie oraz jazdę na rowerze, która umożliwia wyzbycie się toksycznych emocji. Wieczory emanują spokojem; w umyśle pojawia się mnóstwo pytań retorycznych i długich przemyśleń, gdzieś w tle słychać rżenie koni mieszkających w stajni tuż za moim oknem, w pokoju rozbrzmiewają łagodne melodie kojących nerwy utworów, przygotowanych specjalnie na milczące wieczory. Rzeczywiście, każdy z tych dni jest dobry. Może nawet czasem tego nie zauważam, skupiając się tylko na negatywnych wydarzeniach, krzywych minach, zbyt głośnym tonie głosu i przykrych słowach. Jednak ukrywanie się pod miękkim kocem w kącie zaciemnionego pomieszczenia, rozczochrane …