All posts filed under: Narrator

Drzwi z gałką

Dzisiaj zauważyłam, że czasami otwieram oczy i pierwszą rzeczą, którą czuję po zaczerpnięciu świadomego oddechu po nocy spędzonej w obcym świecie jest ból w skroniach. Powinnam przestać się opierać i w końcu wprowadzić kilka minut medytowania na stałe do moich poranków. Kiedyś całkiem dobrze mi szło; zauważałam tykanie zegarka, machnięcia końskich ogonów za oknem i łagodne ruchy klatki piersiowej. Dzisiejszy dzień z lękiem dobiega końca, więc pozwólcie, że cofnę się w czasie o 20 dni, 21 godzin i 2 minuty, żeby pomyśleć sobie o czymś bardzo przyjemnym. Domy miały różne kolory. Biel i żywopłoty kontrastowały z pastelowymi budowlami o wąskich ścianach i drzwiach z gałką. W południowej dzielnicy białe okiennice na tle czerwonej cegły mieniły się w słońcu. Naprzeciwko stał stary mercedes z czarnymi literami na żółtym tle. Podobały mi się nieprzycięte krzewy i gałęzie oplatające balkony oraz doniczki na parapetach. Co powinnam zapamiętać: pains aux raisins, drzewka oliwne w ogrodach, przyjazna kobieta w metrze, która wskazała nam drogę i powiedziała, żebyśmy poszły pieszo („to pięć minut stąd!”) i zaoszczędziły trochę pieniędzy, złota latte z …

Jednak lubię ubrania w groszki

Dzisiaj zauważyłam spokój i rozkojarzenie, które rywalizowały między sobą o przejęcie kontroli gdzieś w głębi mojej podświadomości. Każda godzina dnia rozpoczynała się innym uczuciem, nawet gdy dookoła nie zaszło zbyt wiele znaczących zmian. Co było inne: maliny zastąpiły truskawki w owsiance, niebo miało szary kolor (nie jasnobłękitny), przeziębiłam się, zimowe ubrania w końcu zamieniły się z letnimi miejscem w szafie, a rażący po oczach napis „oczekiwanie na zatwierdzenie” przekształcił się w „zatwierdzone”, oszczędzając mi dodatkowych nerwów. Niepoukładane spostrzeżenia z ostatnich ośmiu dni: 1. Ostatnio powróciłam do książki o badaniach nad ekstrawertykami i introwertykami i nie mogę wyjść z podziwu nad potęgą ludzkiego umysłu i wpływem poszczególnych elementów budowy mózgu na naturę człowieka. 2. Widziałam małego jelonka z bardzo długimi uszami. Przebiegał przez polną drogę i schował się w dojrzewającej pszenicy, która nie była zbyt wysoka, żeby służyć jako dobre miejsce na kryjówkę. Po chwili zatrzymał się i odwrócił głowę, żeby sprawdzić, czy za nim podążam i wtedy jego uszy kompletnie go zdradziły. Czy wspominałam kiedyś, że całkiem dużo osób nazywa mnie „jelonkiem”? 3. Jednak lubię …

Prostopadłe linie

Dzisiaj zauważyłam samolot przelatujący nad moim domem. Siedziałam pod parasolem na tarasie, gdy głośny dźwięk stłumił melodie, do których jestem przyzwyczajona, zakłócając „naturalną kolej rzeczy”. Na chwilę zamilkły ptaki i wiatr szumiący między roślinami. Nie usłyszałam samochodów na drodze ani rozmów niedzielnych spacerowiczów, a głos mojego trzyletniego sąsiada zniknął między huczącymi, stalowymi silnikami. Są takie dni, kiedy białe szlaki na niebie nad tarasem przecinają się, tworząc nierówną kratkę lub prostopadłe linie. Zawsze próbuję określić, w którym kierunku zmierzają samoloty, które je zostawiają, a później dopisuję własny plan podróży według osobistych upodobań. Przykładowo: samolot, który leciał na północ, wyląduje na lotnisku w Sztokholmie, skąd niektórzy jego pasażerowie przesiądą się do innej maszyny, która zabierze ich na zachodnie wybrzeże Kanady. Tamte dwie kreski biegnące ku południowemu wschodowi wskazują na niedawny start samolotu w stronę australijskiej zimy i nowozelandzkiej zieleni. Wzniósł się między chmury o piętnastej trzydzieści w poniedziałek i dotrze do Nowej Południowej Walii we wtorek wieczorem. Na pokładzie znajduje się włoska aktorka sącząca wino w pierwszej klasie, studenci biorący udział w wymianie zagranicznej oraz pies chrapiący …

Stary van i migoczące żarówki

Dzisiaj zauważyłam, że światło lampek zawieszonych na tujach w ogrodzie ma miodowy odcień i przypomina mi o zeszłych wakacjach na kempingu, kiedy późnym wieczorem na polu obok naszego namiotu zaparkował stary van. Jego właściciele – młodzi Holendrzy – rozwiesili sznur białych żarówek między drzewami, gdzie umiejscowili stolik, na którym stały szklane kieliszki wraz z butelką wina i talerze z kolacją. Pamiętam, że przypatrywałam im się z tęsknotą za czymś, czego nawet jeszcze nie doświadczyłam i może to migotanie światełek wprowadziło mnie w marzycielski nastrój, ale w tamtej chwili uwierzyłam, że jestem świadkiem czegoś magicznego. (Zabawny zwrot akcji: kiedy kładłam się spać tamtej nocy, nie mogłam zasnąć, bo moi sąsiedzi co parę minut zamaszyście otwierali i zamykali drzwi od pojazdu. Usprawiedliwiłam ich tym, że późno dotarli na miejsce, a ja przykuwałam zbyt dużą uwagę do „hałasu”.) Dzisiaj zauważyłam uśmiech i włosy sprzedawcy lodów zza lady. Pomyślałam, że ma włoską urodę, ponieważ długie kosmyki nad jego czołem skojarzyły mi się z postacią z południowoeuropejskiego filmu. Dzisiaj zauważyłam, że szarlotka w przezroczystym naczyniu wyglądała tak samo jak ta, …

Cierpliwość

Dzisiaj zauważyłam płatki owsiane rumieniące się w niebieskim naczyniu w piekarniku. Licznik wskazywał, że pozostało jeszcze 8 minut do momentu, gdy śniadanie miało być gotowe, ale nie miałam ochoty zająć się w tamtej chwili czymś innym, co mogłoby rozproszyć moją uwagę, więc stałam naprzeciwko rozgrzanej szyby ze wzrokiem wlepionym w kawałki gruszki miękczące pod chrupiącą kruszonką. Po upływie czterech minut uchyliłam drzwi od piekarnika i zderzyłam się z falą ciepła, która zaparowała moje okulary. Szczerze mówiąc, wcześniej trochę narzekałam na prognozy pogody, które zapowiadały duży wzrost temperatury, ale teraz jestem za nie wdzięczna, bo porównując je do 180 stopni, w których przygotowywało się najpyszniejsze śniadanie na świecie (w obecnej rzeczywistości), pomyślałam, że to żaden kłopot. Nie wytrzymałam czekania, więc otworzyłam pudełko z pestkami dyni z nadzieją, że ich smak załagodzi moją niecierpliwość. Kiedy kolor płatków owsianych wreszcie zaczął przypominać barwę dojrzałych łanów pszenicy, w kuchni rozległo się pikanie, które wydało mi się najradośniejszą melodią tego poranka. Moje słodkie arcydzieło przeniknęło aromatem miodu, masła orzechowego i cynamonu, co może oznaczać tylko jedno: dobrze rozpoczęłam dzień.

Role i eksperymenty

Dzisiaj zauważyłam, że moje włosy skręciły się mocniej niż zwykle, co sprawiło, że wydawały się o parę centymetrów krótsze. Ostatnio trochę się na nie obraziłam i chciałam, żeby były proste i gładkie w dotyku, więc zaczęłam je prostować i choć osiągnęłam zamierzony efekt, poczułam się, jakby nie należały już do mnie. Miały ten sam kolor i wciąż lśniły w świetle słonecznym, jednak straciły lekkość i tę niesforność, która nadawała im charakteru. Przylegały posłusznie do szyi oraz skóry za moimi uszami i, widząc je w odbiciu w lustrze, stwierdziłam, że wyglądamy dojrzalej, nawet jeśli nie do końca wiem, co to ma oznaczać. Nie jestem typem, który się podporządkowuje i odgrywa rolę dla kogoś innego, choć potrafię zmieniać postać, żeby pokazać swoje różne oblicza. Może dlatego zapragnęłam eksperymentów z włosami i ostatecznie zatęskniłam za pierwotną formą, ponieważ dziwnie jest mi podejmować próby okiełznania roztańczonych kosmyków dookoła mojej głowy, gdy sama nie należę do oswojonego gatunku. Obserwując, jak loki kształtują się na wysokości mojego podbródka, zrozumiałam, że takie właśnie powinny być.

Burza

Biegłam i złapał mnie deszcz. Przemokły mi ubrania, włosy przykleiły się do czoła, a krople wody rozmyły świat, spływając po szkle moich okularów. Nad spiczastymi koronami świerków zagrzmiało i błyskawica wyglądająca jak sieć pająka przeszyła niebo. Gdy zwiększyłam tempo, pomyślałam, że dobrze mieć jakieś zewnętrzne bodźce, które przypominają mi, że czuję i jestem żywa. Wdychałam je jak powietrze, pozwalając im wypełnić moje płuca i przedostać się do układu nerwowego, by czubki moich palców roziskrzyły się pod wpływem nowej energii, wywołując drugą burzę: tę wewnątrz mnie. Potrzebuję sygnałów, że to wszystko jest prawdziwe. Obracam nadgarstkiem, przyglądając się zaróżowionej skórze, i zakładam włosy za ucho, nie wierząc, że istnieję naprawdę. Zimny dotyk dłoni na rozgrzanych policzkach pozwala mi tu być i jednocześnie nie zapominać, że jestem duszą w ciele, które pomaga mi wpasować się jako niewielki element w konstrukcję materialnego świata. Chcę nie czuć nóg ze zmęczenia i wycierać twarz z łez wzruszenia. Mrużyć oczy przed światłem i tracić oddech od śmiechu. Umierać z tęsknoty i tańczyć z głową zwróconą ku gwiazdom. Nie spać przez całą noc …

Bać się

Czasami się boję i przytłacza mnie codzienność, ale potem przypominam sobie, że przecież nie jestem sama, bo kiedy zapada noc i leżę w łóżku, bijąc się z myślami, miliony ludzi nie mogą zasnąć lub płaczą w poduszkę z powodów identycznych lub kompletnie różnych od tych moich… i wtedy nie czuję się już tak samotna.

Ciasteczka

W zeszłym tygodniu upiekłam osiemnaście ciasteczek. Ich migdałowo-kakaowy smak rozpływał się w ustach, pozostawiając na języku delikatną słodycz. Żałuję, że nie zamoczyłam żadnego w herbacie, bo wtedy mogłabym przysunąć krzesło do okna, podkulić nogi i, spoglądając leniwie za szybę, poudawać przez parę sekund, że mam coś bardzo ważnego do przemyślenia. Gdy ktoś pyta mnie o ulubioną porę roku, nie potrafię wybrać. Chociaż dzisiaj zachwycam się jesienią i faktem, że mogę wykorzystać najładniejsze ubrania z szafy, za kilka miesięcy zasłonię oczy przed słońcem i uśmiechnę się na widok hamaku rozłożonego pod brzozą w ogrodzie. Piegi znów pojawią się na moim nosie, a ja będę delektować się każdym kęsem brzoskwini i soczystego arbuza. Pierwszego dnia zimy obudzę się z nadzieją ujrzenia zaśnieżonych ulic i sopli lodu wiszących pod ceglanymi dachówkami, a wiosną podleję żonkile stojące w doniczkach na parapecie. Czas popłynie, a moje małe czynności powtórzą się z nadejściem kolejnych lat. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym opowiedzieć, a jednocześnie wydaje mi się, że żadna nie ma znaczenia, dlatego z ciężkim westchnieniem porzucam każdą z nich na …

Zasypianie

Widzę, jak świat powoli zapada w sen, wypowiadając półgłosem zaklęcia odrywające ogonki rdzawych liści od gałęzi. Mlecznobiała mgła przykrywa wyblakłe kolory i chroni dojrzałe kasztany przed zimnem, poranki rozpoczynają się coraz później, a promienie słoneczne gasną, żegnając cieplejsze miesiące pomarańczowo-złotymi malunkami na niebie. Chłód przenika miękkie poduszki, pozostawiając na poszewkach pocałunki jesieni. Naciągam rękawy grubego swetra, by ogrzać zziębnięte kostki nadgarstków. W domu unoszą się zapachy dyni, jabłek oraz ciasta z kruszonką. Pokoje wydają się uśpione, dźwięk skrzypiącej, drewnianej podłogi łagodniejszy, szary kredens przypomina starego, zamyślonego człowieka w okularach. Nieprzeczytane książki stoją na półkach, policzki się rumienią, a kot zwija się w kłębek na szarej kanapie. Nawet pies nie szczeka już tak często. Podnoszę rolety w oknach i, mrużąc oczy, patrzę na blade światło dnia odbijające się od szklanki. Siadam przy stole na dębowym krześle i powolnym ruchem smaruję chrupiące pieczywo porzeczkową konfiturą.