All posts filed under: Narrator

Zasypianie

Widzę, jak świat powoli zapada w sen, wypowiadając półgłosem zaklęcia odrywające ogonki rdzawych liści od gałęzi. Mlecznobiała mgła przykrywa wyblakłe kolory i chroni dojrzałe kasztany przed zimnem, poranki rozpoczynają się coraz później, a promienie słoneczne gasną, żegnając cieplejsze miesiące pomarańczowo-złotymi malunkami na niebie. Chłód przenika miękkie poduszki, pozostawiając na poszewkach pocałunki jesieni. Naciągam rękawy grubego swetra, by ogrzać zziębnięte kostki nadgarstków. W domu unoszą się zapachy dyni, jabłek oraz ciasta z kruszonką. Pokoje wydają się uśpione, dźwięk skrzypiącej, drewnianej podłogi łagodniejszy, szary kredens przypomina starego, zamyślonego człowieka w okularach. Nieprzeczytane książki stoją na półkach, policzki się rumienią, a kot zwija się w kłębek na szarej kanapie. Nawet pies nie szczeka już tak często. Podnoszę rolety w oknach i, mrużąc oczy, patrzę na blade światło dnia odbijające się od szklanki. Siadam przy stole na dębowym krześle i powolnym ruchem smaruję chrupiące pieczywo porzeczkową konfiturą. Reklamy

Okulary w kształcie kocich oczu

Nie mam zbyt wielu przyjaciół. Prawdopodobnie z mojej winy. Szczerze mówiąc, czasem odnoszę wrażenie, że jestem całkiem sama, a świat zza przezroczystych szyb okien został stworzony przypadkiem przez jakiegoś wybitnego, tajemniczego artystę i wcale nie wystarczy przekręcić klamkę, by dostać się na drugą stronę. Są tam cienie, pomieszane kolory i niewyraźne plamy. Wydaje mi się, że tkwię w głuchej ciszy otoczona czterema ścianami, a rzeczy, które widzę, tak naprawdę nie istnieją i są jedynie wymysłem mojej wyobraźni. Nawet sen i rzeczywistość zamieniły się rolami – teraz powrót na jawę wywołuje abstrakcyjne odczucia, które kiedyś przypływały, gdy klatka piersiowa unosiła się wolnymi ruchami, a oczy pozostawały zamknięte. Mam jednak coś, co nie każdemu udaje się odnaleźć i zatrzymać przy sobie na zawsze – Dobrą Wróżkę. Nazywam Ją tak, ponieważ jest zbyt cenna, by zdradzić innym Jej prawdziwe imię. Nosi okulary w kształcie kocich oczu, a Jej naturalne powieki wyglądają, jakby przykryła je delikatna warstwa różowo-brązowego pudru. Boję się, że w chwili nieuwagi lub nadąsania ktoś mógłby mi Ją odebrać i już nigdy Jej nie odzyskam. To …

Dla X

Lato dekoruje niebo wstążkami w kolorach różu, pomarańczu oraz fioletu, bawiąc się ich długością i rozrzucając je w błękitno-granatowej przestrzeni, gdzie każdy obłok przybiera inny kształt, a wiatr zaplątuje się w rozbiegane tasiemki i konturuje brzegi chmur, zawiązując supełki w dyskretnych miejscach. Wraz z przemijającymi miesiącami znajomy krajobraz przeobraża się pod wpływem pór roku, a Ty, choć czas trwania dni i nocy skraca się lub wydłuża, nigdy się nie zmieniasz. Twoja skóra mieni się ciepłymi barwami dojrzałej brzoskwini – czasem jaśnieje, gdy nadchodzi zima, jednak wciąż przywodzi na myśl letnie wieczory, za którymi tęsknisz w dni, kiedy wszystkie znajome rzeczy wydają się niepewne. Drobne usta przypominające kolor policzków, zaróżowionych słowami ciepłych komplementów, poruszają się wraz z każdym cichym westchnieniem i rozbudowanymi zdaniami, które obnażają niskie brzmienie Twojego głosu. Niesforne piegi rozbiegane pod ciemnoczekoladowymi oczami oraz na czubku nosa, brązowe, kręcone włosy, w które wplatają się złociste pasma przekraczające linię smukłych ramion. Twoja twarz lśni jak odbicie księżyca, widoczne na tafli wody w bezchmurną noc. Uwielbiam Twoje dłonie, delikatne i łagodne, których palce poruszają się z wdziękiem, zatrzymując wspomnienia przez jedno dotknięcie przycisku aparatu, trzymając kubek z ciepłą herbatą z miodem i gładząc skórę kontrastującą z ich własną. …

Siedział i patrzył

W pewien późnojesienny, deszczowy dzień, przeplatany nieśmiałymi promieniami wschodzącego księżyca i zapachami trawy otulonej zimnym powietrzem, w niedużej, stojącej tuż przy ulicy kamienicy z brudnoczerwonych cegiełek o bajkowych kształtach, w jednym z ogromnych, pobielanych okien, przywodzących na myśl te z filmów familijnych, emitowanych w telewizji podczas świąt Bożego Narodzenia, siedział kot. Jego duże, lśniące oczy przypatrywały się piętrowcom z naprzeciwka, gdzie przez śnieżnobiałe firanki przemykały tańczące cienie ich mieszkańców oraz płomyki stojących na starym stoliku w kuchni świeczek, i krętej ulicy biegnącej między brunatnymi domkami. Podążał wzrokiem za przechodniami kroczącymi po nierównym chodniku, trzymającymi parasolki i papierowe torby z zakupami w dłoniach. Pewien pan w zaparowanych okularach na nosie szedł pospiesznie w stronę uchylonych drzwi, chwytając niedbale plik pogniecionych papierów i kartonowych teczek wypadających mu spod ramienia, na którym wisiała skórzana listonoszka na grubym pasku. Pod latarniami przechodziła kobieta w długim, rozpiętym płaszczu i brązowych włosach spiętych w kucyk, ściskając ostrożnie rączkę małego dziecka o zaróżowionych policzkach, wskakującego w swych żółtych kaloszach we wszystkie napotkane kałuże. Spośród drzew prowadzących do pobliskiego parku wyłoniła się para śmiejących się głośno przyjaciół wyprowadzających na spacer trzy psy – jeden z nich nosił na szyi …