All posts tagged: wspomnienia

Drzwi z gałką

Dzisiaj zauważyłam, że czasami otwieram oczy i pierwszą rzeczą, którą czuję po zaczerpnięciu świadomego oddechu po nocy spędzonej w obcym świecie jest ból w skroniach. Powinnam przestać się opierać i w końcu wprowadzić kilka minut medytowania na stałe do moich poranków. Kiedyś całkiem dobrze mi szło; zauważałam tykanie zegarka, machnięcia końskich ogonów za oknem i łagodne ruchy klatki piersiowej. Dzisiejszy dzień z lękiem dobiega końca, więc pozwólcie, że cofnę się w czasie o 20 dni, 21 godzin i 2 minuty, żeby pomyśleć sobie o czymś bardzo przyjemnym. Domy miały różne kolory. Biel i żywopłoty kontrastowały z pastelowymi budowlami o wąskich ścianach i drzwiach z gałką. W południowej dzielnicy białe okiennice na tle czerwonej cegły mieniły się w słońcu. Naprzeciwko stał stary mercedes z czarnymi literami na żółtym tle. Podobały mi się nieprzycięte krzewy i gałęzie oplatające balkony oraz doniczki na parapetach. Co powinnam zapamiętać: pains aux raisins, drzewka oliwne w ogrodach, przyjazna kobieta w metrze, która wskazała nam drogę i powiedziała, żebyśmy poszły pieszo („to pięć minut stąd!”) i zaoszczędziły trochę pieniędzy, złota latte z …

Stary van i migoczące żarówki

Dzisiaj zauważyłam, że światło lampek zawieszonych na tujach w ogrodzie ma miodowy odcień i przypomina mi o zeszłych wakacjach na kempingu, kiedy późnym wieczorem na polu obok naszego namiotu zaparkował stary van. Jego właściciele – młodzi Holendrzy – rozwiesili sznur białych żarówek między drzewami, gdzie umiejscowili stolik, na którym stały szklane kieliszki wraz z butelką wina i talerze z kolacją. Pamiętam, że przypatrywałam im się z tęsknotą za czymś, czego nawet jeszcze nie doświadczyłam i może to migotanie światełek wprowadziło mnie w marzycielski nastrój, ale w tamtej chwili uwierzyłam, że jestem świadkiem czegoś magicznego. (Zabawny zwrot akcji: kiedy kładłam się spać tamtej nocy, nie mogłam zasnąć, bo moi sąsiedzi co parę minut zamaszyście otwierali i zamykali drzwi od pojazdu. Usprawiedliwiłam ich tym, że późno dotarli na miejsce, a ja przykuwałam zbyt dużą uwagę do „hałasu”.) Dzisiaj zauważyłam uśmiech i włosy sprzedawcy lodów zza lady. Pomyślałam, że ma włoską urodę, ponieważ długie kosmyki nad jego czołem skojarzyły mi się z postacią z południowoeuropejskiego filmu. Dzisiaj zauważyłam, że szarlotka w przezroczystym naczyniu wyglądała tak samo jak ta, …

Orzech laskowy między skręconymi pasmami moich włosów

„Uspokajam się w otoczeniu błękitnego morza lub słuchając śpiewu wielorybów, który działa na mnie kojąco. Zbuduję dom swoich marzeń na plaży, w otoczeniu białych budowli i małego portu, aby podczas każdego wschodu słońca móc zerkać w jego stronę i spoglądać na swobodnie unoszące się na falach żaglówki.” Kiedy byłam mała, twierdziłam, że wiatr w Moim Miejscu ma słony smak. Spienione fale uderzają o brzeg. Ciepły piasek łaskocze mnie w stopy. Turkus spotyka szmaragdową zieleń. Tam, lniany materiał chronił skórę przed słońcem, które wplatało jaśniejsze odcienie orzecha laskowego między skręcone pasma moich włosów. Sok tropikalnych owoców spływał po zaróżowionym uśmiechu, pozostawiając słodkie plamy w kącikach ust. Maleńkie żółwie wylęgały się na pustej plaży i udawały się na pierwszy spacer do domu, który dla mnie był nieodkrytym, magicznym miejscem, gdzie ciało traciło swój ciężar, a oczy napotykały tysiące nieznajomych kształtów. Chciałam tam wracać. Później poznałam miasto. Muzyka klasyczna i alternatywna mówiły sobie „dzień dobry” na skrzyżowaniu. Wyrazisty zapach kawy mieszał się ze słodyczą świeżych wypieków. Elegancki płaszcz znikał za drzwiami metra. Teraz nie jestem pewna, czy Moje Miejsce to …

Sala odlotów

Na parkingu przed lotniskiem panuje spokój, który co jakiś czas zostaje zakłócony przez wjeżdżające samochody oraz ludzi ciągnących za sobą czarne walizki na małych kółkach. Pod dachem, tuż obok drzwi, które automatycznie się otwierają, stoją ludzie palący papierosy. Jeden z mężczyzn dyskretnie ociera rękawem kurtki łzy, które przypadkiem spłynęły po jego zaczerwienionych od zimna policzkach i ucieka wzrokiem przed przyglądającymi się przechodniami. Odchodzi w odwrotnym kierunku, zakłada kaptur na odkrytą głowę. To ostatni raz, gdy go widzę. Wchodzę do środka. Z lewej strony ciągnie się pas kafejek, biur podróży oraz stoisk z informacjami o odlotach. Przed nimi sprawnie działają ruchome schody, a także znajdują się drewniane rzeźby przedstawiające Boże Narodzenie. Na ścianach widnieją telewizory, które wyświetlają prawidłowy proces przechodzenia przez bramki na lotnisku. Podchodzę z uśmiechem. Kolejka idzie naprzód, brakuje już dla mnie miejsca. Patrzę w oczy, podaję dłoń i mówię „cześć”, a następnie oddalam się i wjeżdżam po ruchomych schodach na górę, gdzie znajduje się punkt widokowy. Ostatni raz odwracam głowę i spoglądam w tę stronę, a obraz nagle traci swą wyrazistość. Mija godzina. …

Rower

Albert Einstein powiedział, że życie jest jak jazda na rowerze – aby utrzymać równowagę, musisz wciąż poruszać się naprzód. Jestem prawie pewna, że żadne słowa nie poruszyły mnie nigdy w podobny sposób. Gdy słońce powoli przybiera wyraźną, pomarańczową barwę, kolory nieba podkreślają jego piękno różowym odcieniem, przypominającym watę cukrową, a powietrze ochładza się i głaszcze delikatnie po policzku, łaskocząc najwrażliwsze miejsca skóry, przemierzam rowerem dziurawą, polną drogę, ukrytą pod rozłożystymi, jaskrawozielonymi koronami drzew. O tej porze roku złote łany zbóż tworzą sierpniowy, magiczny dywan, rozwinięty wzdłuż twardych kamieni, dostępny dla wszystkich, niezależnie od tego, kim są. Mogą dostąpić najwspanialszego zaszczytu lata, jednak pomimo rażącego w oczy piękna, złociste, leżące na ziemi łodyżki każdego dnia deptane są bez większej uwagi przez zniszczone podeszwy starych butów oraz gumę samochodowych opon. Leżą na wyschniętym podłożu wśród ziarenek pszenicy, przygniecione i zakurzone, i choć czasem jest im przykro, że nikt nie zwraca na nie uwagi, nie przestają kąpać się w promieniach słońca. Kiedy jadę rowerem, mogę dostrzec każde z nich. Formują widzialny-niewidzialny kierunek, ku któremu intuicyjnie zmierzają moje nogi, …

Z Dziennika Przygód

Chciałabym się z Wami podzielić kilkunastoma zdaniami, które zapisałam w osobistym Dzienniku Przygód, gdy miałam czternaście, może piętnaście lat (nie było przy nich daty, więc pozostaje mi zgadywać). Ostatnio powróciłam do niego myślami i uśmiechnęłam się szeroko, gdy dotarło do mnie, że dzisiaj posklejałabym je prawie w ten sam sposób, zachowując jego główną myśl i dodając parę „nowych” marzeń, które wpadły mi do głowy od tamtego czasu. Nadejdzie taki dzień, w którym porzucę wszystkie problemy i złe myśli. Wsiądę do samochodu, zabiorę ze sobą Najlepszego Przyjaciela na Świecie, walizkę z ulubionymi ubraniami i przedmiotami łapiącymi chwile ulotne, i pojadę przed siebie. Bez konkretnego celu. W kieszeni schowam portfel z oszczędnościami oraz paszport, który pomoże mi w pokonywaniu granic. Nie wiem, ile czasu zajmie podróż. Zakończę ją, gdy poczuję się spełniona i zechcę powrócić do ukochanego domu. Wyruszę naprzód. Moim jedynym pożywieniem będą przydrożne owoce, czekolada oraz wafle ryżowe i kawa, którą znajdę na każdej stacji benzynowej. Czasami zatrzymam się gdzieś na dłużej. Wyciągnę z bagażnika namiot oraz dwa śpiwory – dla Najlepszego Przyjaciela na Świecie i dla mnie. Rozbijemy się nieopodal …

Wspomnienia z Paryża

Symetryczne kamienice, galerie sztuki, artyści sprzedający namalowane farbami olejnymi obrazy, dzielnice nieznanych, urokliwych butików oraz kosmicznie drogich salonów światowych marek, parki z dokładnie przystrzyżonymi ogrodami i zdobionymi fontannami, przy których, podczas przerwy na posiłek między południem a godziną czternastą, z przetartych toreb odpoczywających na soczysto zielonej trawie mieszkańców unoszą się zapachy chrupiącego pieczywa, ciasta francuskiego nadziewanego pieczonymi jabłkami i świeżych crêpes przygotowywanych w pobliskich naleśnikarniach. Kłódki zawieszone na balustradach mostów wznoszących się nad Sekwaną, nazwane imionami podróżnych z najdalszych zakątków świata, wieczorne spektakle odgrywane przez aktorów La Comédie-Française, muzea skrywające tajemnice dorobku ludzkiego, ulice przepełnione kulturami wszystkich siedmiu kontynentów, kwiaty zdobiące balkony oraz białe okiennice, uliczki z kamienia, którego kolor przywodzi na myśl perłowe muszle wyłowione z dna oceanu, sprzedawcy gazet stojący pośród spieszącego tłumu, którzy trzymają plik ciepłego jeszcze papieru udekorowanego czarnym tuszem, duszne korytarze metra i widziana nocą wieża Eiffla, której migoczące światełka widoczne są niemal z każdej strony miasta. Zielono-granatowe tabliczki wyznaczają kierunek zagubionym, zdradzając fragmenty historii istnienia zasłużonych, ruch samochodów, rowerów i motorów, który nieustannie krąży wokół Łuku Triumfalnego, droga do Sacré-Cœur pnie się po białych schodach wśród sklepów z …